Giannetti: Zawsze obiecywałem sobie, że wrócę do domu przed końcem kariery

Rozmiar tekstu: A A A

"Przejście z Primavery Sieny do Juventusu było trochę dezorientujące". W długim wywiadzie udzielonym Fanpage Niccolò Giannetti cofa się pamięcią do dnia, w którym razem z Marcelem Büchelem i Leonardo Spinazzolą wyruszył do Turynu, by założyć koszulkę Juventusu.

Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!

"W tej wymianie z Immobile i Marrone mieliśmy trafić do Primavery. Ostatecznie jednak, z powodu kontuzji, zacząłem trenować z pierwszym zespołem. […] To była naprawdę potężna drużyna. Od Del Piero, przez Buffona, a byli też Bonucci i Chiellini, a w styczniu doszedł Barzagli. Dla mnie to było jak przeniesienie się z podstawówki na uniwersytet".

Ten krok zaprowadził napastnika aż do europejskich rozgrywek.

"Dorastałem w Sienie, doszedłem do Primavery, ale nigdy nie pomyślałbym, że zadebiutuję w Lidze Europy z Juventusem Del Piero. Stało się to przeciwko Salzburgowi, wszedłem w końcówce z chęcią podboju świata, ale chyba nawet nie dotknąłem piłki. Pamiętam jednak emocje, tych nie zapomnę nigdy. Gdy o tym myślę, do dziś mam ciarki".

Przy drugim występie Giannetti wychodzi w pierwszym składzie i strzela gola Manchesterowi City Roberto Manciniego.

"Pamiętam wszystko doskonale, od momentu, gdy trener ogłasza skład, aż po gola. A potem... totalna pustka. Naprawdę, nie żartuję: po golu miałem jakby blackout. Wyszedłem na boisko z niesamowitą determinacją, chciałem strzelić. Kiedy to się udało, kompletnie straciłem kontakt z rzeczywistością. Mówię sobie: strzelasz pierwszego gola w Juventusie, po asyście Del Piero, a zamiast pobiec do Alexa co robię? Nie wiem. Chyba pobiegłem w stronę ławki, ale nawet tego nie jestem pewien. Po tylu latach mogę to powiedzieć: Alex, przepraszam, zachowałem się niegodnie (śmiech)".

Po zakończeniu przygody z Juventusem Giannetti wraca do Sieny i rozpoczyna serię wypożyczeń.

"To nie zależało ode mnie, bo sezon miałem dobry, więc nie ma sensu mieć wyrzutów sumienia. Pewnie właśnie dlatego Siena chciała na mnie zarobić, ale kluby się nie dogadały. Wróciłem więc do Sieny, gdzie jednak nie było konkretnego programu dla młodych. Pojawiła się oferta z Gubbio, które awansował do Serie B, i pomyślałem, że to dobre miejsce, by zdobywać doświadczenie".

Dochodzi do sezonu 2013/14, gdy Niccolò zakłada koszulkę drużyny swojego miasta:

"To był sezon, w którym sporo grałem i strzeliłem też kilka goli (7 - przyp. red.). Problem w tym, że klub przechodził trudny okres finansowy. W czerwcu kończył mi się kontrakt, a mój agent wręcz błagał mnie, żebym go nie przedłużał. Zgłaszały się takie kluby jak Verona, Torino czy Lazio i po sezonie mógłbym odejść za darmo. Ja jednak nie potrafiłem tego zrobić, żeby pomóc Sienie, przedłużyłem umowę. W styczniu mnie sprzedano, ale to i tak nie wystarczyło, bo klub ostatecznie zbankrutował. Resztę sezonu rozegrałem w Spezii, strzelając kolejne pięć goli. Patrząc całościowo, był to mój najlepszy sezon pod względem strzeleckim".

Siena pozostaje dla Giannettiego punktem odniesienia, co widać także w jego wspomnieniach z Cagliari, być może najlepszego okresu w karierze:

"Zdecydowanie tak, zarówno na boisku, jak i poza nim. Na Sardynii znalazłem wspaniałe środowisko. Na początku miałem pewne wątpliwości, nie ze względu na miasto, które wiedziałem, że żyje piłką, ale przez trudne połączenia ze Sieną, a ja zawsze chciałem tam wracać. Tęskniłem za moim miastem. Ostatecznie była to jednak najlepsza decyzja w mojej karierze. W pierwszym sezonie w Serie B grałem i strzelałem gole, wywalczyliśmy awans do Serie A, to było niezapomniane święto. W kolejnym sezonie w Serie A grałem trochę mniej, ale stworzyła się wyjątkowa grupa, więc i tak był to dobry rok. Cagliari i Sardynia na zawsze pozostaną w moim sercu".

Na koniec Giannetti mówi o teraźniejszości i o myśli, która towarzyszy mu po powrocie do Sieny.

"Zawsze obiecywałem sobie, że wrócę do domu przed końcem kariery, ale nie chciałem tego zrobić jako były piłkarz. W zeszłym roku pojawiła się okazja i z niej skorzystałem. Moim celem jest przywrócenie Sieny do piłki zawodowej i z całego serca mam nadzieję, że mi się to uda. W zeszłym roku się nie powiodło, w tym mamy nowych szwedzkich właścicieli, którzy mocno stawiają na młodych. Jesteśmy trochę daleko od czołówki, ale będziemy próbować do końca. A jeśli nie uda się w tym sezonie, mam nadzieję na kolejną szansę. Zanim zakończę karierę, naprawdę chcę przywrócić drużynę mojego miasta tam, gdzie jej miejsce".

Na temat przyszłości dodaje.

"Nie, jeszcze się nad tym poważnie nie zastanawiałem. Chciałbym zostać w świecie futbolu, ale nie wiem jeszcze w jakiej roli. Nie czuję się trenerem, choć i tak zrobię kursy, w życiu zawsze można zmienić zdanie. Widzę się raczej w pracy z młodymi, przekazując im swoje doświadczenie, mając nadzieję, że będą chcieli słuchać "starego", który opowiada anegdoty z czasów gry w Serie A".

iconautor: MentiX

icon 03.02.2026

icon17:53

iconźródło: sienaclubfedelissimi.it

iconfoto: Siena FC











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy